Spotkanie z Mistrzem
- Bóg jest dla nas dobry. Obdarzył mężczyznę i kobietę różnymi instynktami. Mężczyzna jest silny, odważny, śmiały i wytrzymały. Może siedzieć pod drzewem przez cały dzień i noc i nie będzie w nim strachu. Mężczyzna zadowala się jakimkolwiek jedzeniem, które otrzymuje. Kobietę natomiast, Bóg stworzył bojaźliwą, słabą, miłą i kochającą. (Chociaż tutaj, na Zachodzie, kobiety mogą się z tym nie zgodzić, ponieważ posiadają te same cechy co mężczyźni). A więc kobieta z reguły nie może przez całą noc siedzieć pod drzewem i medytować o Bogu. Wokół niej mogą wtedy zacząć zbierać się mężczyźni, co wywoła u niej strach i niepokój umysłu. Naturą kobiety jest dawanie miłości całemu światu i na tym polega różnica.
Przytakuję skinieniem głowy, lecz czuję, że wciąż próbuję mu się oprzeć. Oprzeć się mu? A może raczej uczuciu, które się we mnie wzmaga? Temu szczególnemu, tak rzadkiemu w życiu uczuciu, które zginęło gdzieś pośród wspomnień z dzieciństwa i które zdaje się być na wyciągnięcie dłoni tylko wtedy, gdy jest się w kimś zakochanym. Chodzi o ten rodzaj euforycznego uczucia, który każdą chwile przemienia w najcenniejszy skarb. Moje oczy ponownie spotykają się z jego. Odnoszę wrażenie, że on rozumie mnie i dramat wszystkich ludzi, którzy są zdominowani przez własną logikę i umysł, lecz ogromnie pragną jasnego i bezpośredniego odczuwania życia. Jego spojrzenie zdaje się mówić: “Wszystko w porządku, nic nie jest jeszcze stracone”. “Bóg” – po chwili nagle zaczyna mówić – “nie znajduje się w książkach. Da się Go odczuwać i widzieć”.
Podróż do domu
Jego spojrzenie koncentruje się na punkcie pomiędzy moimi brwiami. Słyszę, jak ciepłym głosem mówi, że widzi światło otaczające moją głowę. Nagle czuję się jak gdybym znalazła się ponad czasem i przestrzenią. Nie mam ani wątpliwości, ani zmartwień. W przeciwieństwie do tego czuję się bezpieczna i ochraniana. Jak gdyby nic nie znaczące drzwi wewnątrz mnie, którymi przechodziłam tysiące razy, nagle odrobinę się otworzyły. Na koniec tej “długiej” chwili mój umysł wraca do poprzedniego stanu, by mi powiedzieć: “Ta chwila była rzeczywistością, nigdy tego nie zapomnij!”.
Kwadrans później jestem z powrotem na ulicach Wiednia – bezsilna i euforyczna, jak po powrocie z całkowicie innej podróży. Nagle to jedno pytanie, które wcześniej rozpłynęło się niczym dym z kadzidełka powraca: Czy on mógłby mi wyjaśnić kim jest Bóg? Teraz już znam na nie odpowiedź i to bez niepotrzebnie traconych słów starego Hindusa. Świat zmienia się w chwili gdy spotyka się mistrza, który wie i który może wskazać w którą stronę powinien podążać poszukiwacz. A przecież właśnie temu służą “drogowskazy”.
