Historia opowiedziana przez Paramahamsę Hariharanandę
Teraz prawdziwa historia, która miała miejsce wiele lat temu w okresie mojego odosobnienia i ciszy w Puri, w Karar Aszramie, kiedy prawie dochodziłem do stanu samadhi. Mężczyzna i jego żona przybyli do Puri i wynajęli dom. Oboje byli młodymi lekarzami; on miał około 33-35 lat a jego żona około trzydziestu. Zaczęli wypytywać, kto w mieście Puri, medytuje bardzo głęboko.
Niektórzy ludzie odpowiedzieli, że Hariharananda przebywa w ciszy, w całkowitym odosobnieniu, w swoim pokoju przez wiele lat. Więc lekarz przybył do aszramu – było to zaledwie w odległości dwunastu minut spacerem z ich domu – i spytał odpowiedzialnego za Aszram mnicha, Swamiego Sewanandę, czy może widzieć się z Hariharanandą. Sewanandadżi spytał go jak głęboko medytującą jest on osobą, a lekarz odpowiedział, że osiągnął stan samadhi.
Sewanandadzi pozwolił mu podejść do mych drzwi. Lekarz powiedział: “Osiągnąłem stan samadhi, jaka jest twoja medytacja?” Otworzyłem drzwi, wpuszczając go do środka. Powiedziałem, że chociaż praktykuję, nie osiągnąłem stanu samadhi. Wtedy ten młody lekarz zaczął mówić w nieprzyzwoity sposób, posługując się slangiem i spytał, dlaczego trzymam piękną kobietę w moim pokoju. (Miał na myśli posąg Saraswati, który zrobiłem i który czciłem codziennie). Pomyślałem, że jest szalony i zastanawiałem się, jak mogę się go pozbyć. Wtedy on usiadł i wszedł w nirvikalpa samadhi, stan pozbawiony pulsu. Poczułem to – jego serce nie biło, nie oddychał. Kiedy odzyskał świadomość wziął w swoją prawa rękę trochę kheer (indyjskie słodycze zrobione z mleka, orzechów, przypraw i cukru), który przygotowałem dla bóstwa w mym pokoju. Wziął trochę w swą prawą dłoń, stanął przed posągiem, żebrząc jak proste dziecko: “Matko Saraswati, proszę zjedz to, zjedz to, uczyń z tego prasad (konsekrowane jedzenie) wtedy ja to zjem.” Zobaczyłem smugę dymu wydobywająca się z oczu i ust Saraswati, który osiadł na jedzeniu w jego rękach. Zaakceptowała jego ofiarę. Wtedy lekarz wyszedł, zostawiając mi swój adres.
