Ptasia Nauka

Paramahamsa Hariharananda

Mnich medytował pod drzewem niedaleko wioski. Był tak zaabsorbowany pojedynczą koncentracją umysłu na Bogu i emanował taką aurą miłości i spokoju, że codziennie przylatywały wrony i siadały na jego głowie, ramionach i nogach. Mnich nic nie czuł, nic nie zauważał i pozostawał w nieprzerwanym stanie Bożej komunii.

Pewnego dnia przyszedł myśliwy z dużą torbą z juty, którą wypełniały pułapki na ptaki. Widząc mnicha pokrytego ptakami, pomyślał, że to będzie dobra i nie wymagająca wysiłku technika do łapania ptaków. A więc umieścił trochę ryżu i jedzenia na swojej głowie, ramionach i przyrodzeniu i przyjął medytacyjną postawę. Wkrótce wrony przybyły i usadowiły się na myśliwym i szczęśliwe zbierały pożywienie. Myśliwy był gotowy zarzucić swoją jutową torbę na nie, kiedy przyszła mu do głowy myśl: “Ja tylko udaję, że medytuję, ale wciąż te ptaki przychodzą i siadają bez strachu na mnie, to znaczy na myśliwym. Jak mógłbym je zabić teraz? Muszę zapytać tego mnicha jak naprawdę medytować.”

A więc podszedł do mnicha i ze złożonymi rękoma poprosił aby on łaskawie wyjaśnił mu technikę medytacji. Mnich powiedział mu, żeby skoncentrował swoją uwagę na szczycie głowy, żeby mógł stać się zaabsorbowanym w świetle, dźwięku i pulsacji. Od tego dnia naprzód, myśliwy zaprzestał prób schwytania ptaków i praktykował codziennie pod przewodnictwem miłego mnicha. W ten sposób stopniowo stał się biegły w medytacji. Został całkowicie przeobrażony przez niewinność i zaufanie kilku ptaków.

Miałem uczennicę podobną do tego mnicha. Ona zwykła siadać rano na zewnątrz domu po tym jak wszystkie naczynia zostały zmyte i suszyły się na słońcu. Zakrywała swoją głowę szalem i po prostu siedziała na podwórku. Często ptaki siadały na jej głowie, ramionach, nogach, wszędzie, ale ona nic nie zauważała. Pozostawała w głębokiej medytacji. Wiele razy jej cała rodzina była tego świadkiem.